Obudził mnie dzwonek do drzwi. Leniwie wstałam z łóżka i poszłam otworzyć drzwi. Zajrzałam
do okienka i zauważyłam mojego kochanego rodzynka, czyli Krystiana. Otworzyłam
drzwi ale od razu po tym zorientowałam się, że ja jestem w piżamie.
-Dzieee… kobieto o której ty wstajesz?
-A która jest?
-A która jest?
-Za dwadzieścia ósma.
-…Wchodź! – Szarpnęłam nim za koszulkę i od razu poszłam się
ubierać i pakować do szkoły. Do mojego pokoju wszedł ten blondas i oparł się o
ścianę.
-Dasz odpisać zadanie z chemii?- odwróciłam się do niego
powoli.
-Coś ty powiedział?
-No zadanie z chemii to z atomami.
-JA NAWET GO NIE ZROBIŁAM! – wtedy naszła niezręczna cisza
aż zegar wybił 7:50, pobiegłam z Krystianem do szkoły. Byliśmy dosłownie 3
minuty przed dzwonkiem. Krystian cały spocony wszedł do sali mówiąc do siebie „zabije
cię…” . Wreszcie dostrzegłam mojego zbawiciela. Ley, przyjechałaś mnie
utrzymywać psychicznie i pokazać mi zadanie! Jak najszybciej wzięłam i
przeciągnęłam jedno krzesło do jej ławki.
-Dawaj ten zeszyt! – Powiedziałam dysząc.
-Z
chemii? Bo co? Nie zrobiło się.
-Wiesz,
że jestem słaba z chemii. Dasz?
-Tak…-
Podała mi zeszyt po czym go jak najszybciej otworzyłam wzięłam długopis z jej
piórnika i przepisywałam.
-Ej,
no! Ja też chce.-Powiedział Krystian ze smutkiem w oczach.- Posuń tyłek. – Zaczął się wpychać na moje
krzesło. Ley się dziwnie na niego patrzyła.
-A ty
to kto? – Powiedziała po chwili.
-Kojarzysz
tego ziomka o którym ci mówiłam przez fona? Tego pedofila niańkę?
-Tego pedofila
niańkę...- zamyśliła się i po chwili odpowiedziała- No coś wspominałaś... to
ten którego pobiłaś?
-Nie wnikajmy w moją
przeszłość. Więc to jest Krystian, Krystian to jest Leassi, w nawiasie Ley.
-…-Nie przestawał
pisać po czym szturchnęłam go ramieniem, a on podniósł wzrok- Cześć.
-Cześć, macie szczęście, że zrobiłam
zadanie bo mielibyście przechlapane. – I w tym momencie do klasy przyszedł
chłopak. Wysoki, szczupły brunet, zawitał nas słowami:
-Hejka Leya. Dasz spisać zadanie z chemii?-
Powiedział uśmiechnięty i usiadł koło Ley. Popatrzyłam się na nią z miną
zabójcy.
-Ley…czego mi o niczym nie mówiłaś?-
Powiedziałam.
-... jakbyś dala mi dojść do słowa.
-To mów!
-To jest Jasper. Poznałam go w górach i...
emm... wróciłam z nim z nich.
-…śpimy dzisiaj u mnie. Dlaczego? Bo tak.
-Okej. – odpowiedziała Ley i uśmiechnęła
się.
-Ja też mogę- Jasper.
-To o 20 w moim domu, Jas…ciebie naprowadzi
Ley.
Zamknęłam jej zeszyt i odeszłam. Lekcje minęły
szybko…nawet ZA szybko. Krystian mnie odprowadził, a tak naprawdę to poszedł do
mnie. W czym ten skubaniec będzie spał?! Nie mam ochoty o tym myśleć. Godzina
20…dzwonek do drzwi i ten Jas, z Leyką. Otworzyłam i ten fajfus zrobił sobie z mojego
ramienia miękką poduszkę. Jak najszybciej go z siebie zrzuciłam i walnęłam
cienkim
-Dobry. – brawo! Foxy zapomniałaś słów!
-Szczęść Boże- Powiedział Krystian.
-Ciao- Brunet.
-Hejka- uśmiechnęła się promienie Ley.
-…Może wejdziecie? –Uśmiechnęłam się, a
oni od razu weszli. – Oke, pierwsze co możemy zrobić too…
-Zjeść coś bo głodny jestem.-Przerwał mi Krystian, wyją telefon i zaraz zamówił kebaby.-Kochajmy turka.- Z rąk zrobił serduszko. Ech…co ja mam z tym człowiekiem!? Spojrzałam na moim gości którzy z przymusu powstrzymywali śmiech.
-Zjeść coś bo głodny jestem.-Przerwał mi Krystian, wyją telefon i zaraz zamówił kebaby.-Kochajmy turka.- Z rąk zrobił serduszko. Ech…co ja mam z tym człowiekiem!? Spojrzałam na moim gości którzy z przymusu powstrzymywali śmiech.
-Ech…-przybiłam sobie Facepalma. Po czym
ciszę przerwał dźwięk rozbitego wazonu- Oczywiście…Emm…kozaczek przyszedł.-
Pobiegłam szybko na górę, otworzyłam drzwi i zastałam Thomasa składającego
stłuczony wazon.
-Cześć.-Odrzekł
-…Myślisz, że skleisz to klejem biurowym?
- Jak najbardziej!- przytulił mnie i zszedł
na dół.
Co dziwne
nie było słychać krzyków, z tego powody poszłam na dół. Oczywiście
kozaczek przejrzał moją lodówkę. Spojrzałam na Krystiana, a on na mnie.
-Nawet nie pytaj…- Wyglądał na zamyślonego.
-No to może…no to może…
-ZAGRAJMY W BUTELKE!-Wymyślił Jas.
-…W sumie to czemu nie?- Krystian się
uśmiechnął i poszedł ze swoim nowym kolegą na górę.
Popatrzyłyśmy się na siebie z Ley i się do
siebie uśmiechnęłyśmy.
-Ej! Żarłoku! Idziesz grać w butelke?!-Wykrzyczałam
do Thomasa, a on pobiegł na górę. Poszłyśmy za nim.
-A tak poza schematem…macie butelke?-
Powiedział Jas.
-…No super- Odpowiedziałam, no i przede mną
Thomas postawił butelkę po wódce tak mocno, że aż prawie się rozbiła.
-Już mamy. – Powiedział niesławny morderca
i zaczął kręcić.
Poczułam nagłe zimno, odruchowo
przybliżyłam się do Krystiana. On chyba wyglądał na szczęśliwego. No i zgasł prąd. Poczułam, że ktoś trzyma
moją rękę, zaczęłam się oglądać wokoło mnie. Aż w samym środku pokoju zaczęło
świecić rażące światło. Popatrzyłam się na moją lewą rękę…To Thomas mnie za nią
trzymał. Szarpnęłam nim i znowu patrzyłam się w to światło z którego po chwili
powstawała jakaś postać. Już było widać jego długie czerwone włosy spięte w 3
cienkie warkocze i niebieskie piękne oczy.
-Okej dziewczyny, mam dość bronienia tej
cholernej bramy, chyba już do końca dorosłyście do tego.- W jego ręce pojawiły
się duży pęk kluczy którymi rzucił w Ley.- Żegnam. –Pokazał nam język po czym
zniknął a światło się zaświeciło.
--------------
WOW! DREAM ŻYJE !
--------------
WOW! DREAM ŻYJE !
Tak, miałam krótką przerwę. (prawie 2 miechy nazywasz krótkim czasem -,- ) Lof plastyk <3 no i jeszcze brak weny no i jeszcze wyczekiwana MAMA i wgl jakaś masakra z tym wszystkim ;-; ALE! W święta postaram się (nwm jak Laura) z pisaniem częściej niż 2 miechy ;-; no i tyle! PAPA!! ^^