Ja i moi rodzice przeprowadziliśmy się do Rugi, która
znajduję się w Niemczech. Mój ojciec dostał awans, więc przeprowadziliśmy się.
Pierwsze co zrobiłam to przyszłam do mojego pokoju, nie był on zbyt duży, ale
dało się w nim pomieścić. Pokój był zielono żółty, było tam niewielkie łóżko
nad którym było wielkie okno, komodę, a na mojej ścianie było powieszone
zdjęcie jej rodziny. Poszłam się wyspać, cała podróż bardzo mnie zmęczyła, a
poza tym przyjechałam o 2 w nocy. Z natury jestem leniem, więc jak zawszę zaspałam,
akurat na pierwszy dzień szkoły. Szybko
otworzyłam szafę i wyjęłam z niej koszulkę z kotem, jeansy i w pośpiechu
wzięłam jeszcze pierwsze lepsze conversy. Ubrałam się dość szybko, zabrałam
jeszcze moją czarno-zieloną torbę, po czym zbiegłam na dół, gdzie szybko
zrobiłam sobie kanapkę, i zakładając szarą bluzę na siebie wybiegłam z domu,
przy okazji jak wybiegałam sprawdziłam zegarek i zauważyłam godzinę 7:43, a
droga do szkoły zajmowała mi 15 minut. W końcu dobiegłam do mojego liceum,
wyglądało ono trochę jak internat, ale skąd ja wiem czy nim nie było.
Weszłam do mojej klasy, po drodze zahaczając
o moją szafkę, a to co tam zobaczyłam mnie zdziwiło, gdyż była tam wielka
rozpierducha. Zajęłam wolne miejsce na końcu klasy, moją uwagę przykuła dziewczyna
która siedziała przede mną, miała ona długie czarne włosy z pomarańczowym
pasemkiem, spięte w kucyka. Po 10 minutach do sali wszedł nasz wychowawca. Był
on stary, prawie łysy i gruby. Nosił on brązowy garnitur z dużymi kwadratowymi
okularami i mówił z francuskim akcentem. Po chwili zaczęła się lekcja. Zajęcia
minęły mi dość szybko a ze szkoły wyszłam o godzinie 15.10. Kiedy wychodziłam z
niej zauważyłam, luźno ubranego chłopaka, który spał pod drzewem i to był dla
mnie idealny moment do żartów, więc wyciągnęłam marker, i chyba wiadomo co
zrobiłam. Zauważyłam jak jakaś dziewczyna idzie w naszą stronę więc szybko
wskoczyłam na drzewo. Brunet po chwili się obudził, i usłyszałam śmiech.
Dziewczyna pokładała się ze śmiechu, więc ja zdecydowałam zejść z drzewa i
zacząć uciekać gdy on zaczął mnie gonić. Chyba już nie byłam ścigana, ale
wpadłam na kogoś. Była to ta sama dziewczyna za którą siedzę.
-Przepraszam.- Powiedziałam jeszcze ze śmiechem w
głosie.-Ach, ty chodzisz ze mną do klasy, tak? Ja jestem Foxy, a jak mówią na
ciebie?
-Jestem Leassi ale mówią do mnie Lea lub Ley.- Przez całą
drogę do domu rozmawiałyśmy, jak się okazało ma ona psa, dokładniej owczarka
niemieckiego który wabi się Nawara, że też niedawno się przeprowadziła i że
jest moją sąsiadką. Przed moim domem pożegnałyśmy się, pierwsze co mnie
spotkało w domu, to moja mam bijąca mnie po głowie starą gazetą, twierdząc że
się z nią nie pożegnałam gdy wychodziłam ze szkoły. Przepraszałam ją 20 minut,
aż w końcu się uspokoiła i zaprosiła mnie do jadalni, na obiad. Gdy już
siedziałam przy stole, zaczęła się mnie pytać jak w szkole, odpowiedziałam jej
prawie wszystko, nie zagłębiając się w szczegóły, czyi ,,Mam przyjaciółkę i od
dzisiaj, dzięki mnie jeden gościu jest murzynem". Rozmowa dalej nie dążyła.
Po obiedzie, odrobiłam lekcję, jak zawszę bawiłam się z moim kotkiem i weszłam
na swój komputer. Około północy poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i
ubrałam się w moją piżamę, która składała się z krótkich spodenek i bluzki
która już nie nadaje się do chodzenia na mieście. Pościeliłam swoje łóżko i do
jakiejś 3 w nocy czytałam creepypaste, i poszłam spać…..raczej się położyć bo
jestem nocnym markiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz