Wstałam, po czym spojrzałam na moją
komórkę, na której widniała godzina 5.14. Było dość wcześnie
ale najdziwniejsze jest to że się wyspałam. No cóż, więc
wstałam podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej bluzkę z
czaszką i krótkie spodenki, po czym poszłam ogarnąć się do
toalety. Siedziałam w niej jakąś godzinkę, po czym zeszłam na
dół zrobić sobie jajecznice. Zjadłam powoli, ponieważ się nie
śpieszyłam. Po śniadaniu poszłam obejrzeć wiadomości, no bo nic
ciekawego nie było w telewizji. Podeszłam wolnym krokiem do stolika
i już miałam sięgnąć po pilota, lecz moją uwagę przykuła
kartka, postanowiłam ją przeczytać. Pisało na niej „Leya jeżeli
to czytasz to jestem na dyżurze i nie będzie mnie na weekend w
domu, mam nadzieję że jak przyjadę będziesz cała i zdrowa, a i
jeszcze jedno uważaj na tego zabójcę i nie choć sama po lesie.
Twoja kochająca cię ciotka”. Ta kochająca jasne, aktualnie dla
mnie jesteśmy na etapie „Znajomy-znajoma”. Spojrzałam na
zegarek, dochodziła godzina siódma, więc postanowiłam wziąć
torbę i udać się do szkoły. Gdy doszłam była równo siódma.
Idąc do klasy zahaczyłam o szafkę, wyciągając zeszyt i książki
od matematyki. Gdy weszłam do klasy, zdziwił mnie widok tego co tam
zastałam. No właśnie co ja tam zastałam? Kompletnie NIC, nicość
pustość i nie wiem jak jeszcze można to nazwać. Usiadłam do
swojej ławki zastanawiając się czy dzisiaj na pewno pierwszą mamy
matematykę. O 7.23 do klasy weszła Foxy. Nawet nie wiecie jak
ucieszyłam się na jej widok. Foxy udała się do ławki za moją i
zaczęła temat tego seryjnego mordercy. Jak się okazało jej też
nie zbyt on ciekawił, więc zmieniłyśmy temat i zaczęłyśmy
rozmawiać o naszym dzisiejszym spotkaniu, ponieważ jej rodzice
gdzieś jak dobrze zrozumiałam wyjechali, a no właśnie mojej
ciotki nie ma. Po chwili do naszej klasy weszła typowa tapeciara
Jessica ze swoimi koleżaneczkami Charlotte i Marthą. Ja nie
rozumiem jak można nałożyć tyle makijażu na twarze, nie jest jej
z nim ciężko. Zapytałam sama siebie. Zaczęła krzyczeć na całą
naszą salę że zakochała się w Thomasie. Chłopaków mało to
interesowało, w sumie się nie dziwię, a inne dziewczyny z naszej
klasy ją popierały. Po skończonych lekcjach razem z Foxy,
postanowiłyśmy wrócić przez las. Tak w okolicy grasuję morderca
ale po co siedzieć w bezpiecznym domku jak można iść do lasu. Po
kilku minutach zauważyłam lisa, Foxy też go zauważyła i zaczęła
za nim biec. Co ja z nią mam. Zaczęłam krzyczeć żeby się
zatrzymała, ale ona zrobiła to dopiero wtedy kiedy zwierzę
zniknęło nam z pola widzenia. Zaczęłam na nią krzyczeć, gdy się
uspokoiłam spojrzałam w niebo, no świetnie było ciemno.
Spojrzałam na nią groźnie. Zdecydowałyśmy, że będziemy dzisiaj
spać w lesie, bo po co wracać do domu, prawda? Usiadłyśmy pod
drzewem i zaczęłyśmy gadać o Jessice.
-Uważasz, że Jessica może zrobić
coś głupiego?. Wiesz ma obsesje na punkcie Thomasa.
-Nie jestem pewna, ale ja na jej
miejscu bym uważała.
-Uważała na co?
-No wiesz skoro jest to psychopata to
jestem pewna że jak na niego trafi, to nie skończy się to dobrze.
-Dlaczego od razu psychopata? Może to
jest najemnik?
-Oj siedź cicho, ja twierdzę że jest
psychopatą, no bo kto inny zabija tylu ludzi, no chyba że jest z
Mafii... Nie pomyślałam o tym.
-Ok może się ogarniemy. Mam przy
sobie zapalniczkę więc może…
-Czekaj .Czy ty zawsze masz przy sobie
zapalniczkę?!
-Zapalniczkę i scyzoryk. Ok poszukajmy
jakiś patyków i rozpalmy ogień… robi się zimno. Powiedziała po
czym spojrzała na telefon i zakomunikowała mi że jest godzina
22.40. Poszłyśmy poszukać patyków. Znalazłyśmy jakieś 15
suchych patyków, ułożyłyśmy je w kupkę, po czym Foxy wyciągnęła
zapalniczkę i zapaliła ognisko. Ogień nie był zbyt duży ale co
najmniej nie zamarzniemy. Foxy ziewnęła, a ja po chwili powtórzyłam
tą czynność. Powiedziała że jest już 1.30. Po chwili ona
zasnęła. Próbowałam ją obudzić, lecz ja sama zasnęłam.
Poczułam jak ktoś mnie szturcha więc otworzyłam oczy, po czym
spojrzałam z wyrzutem na Foxy, ale ona tego nie zauważyła gdyż
cały czas patrzyła się przed siebie, więc powtórzyłam tą
czynność. Był tam mężczyzna ok 25 lat, miał średniej długości
brązowo blondyńskie włosy, był ubrany w czarną bluzę brązowo
czarne spodnie, żółto pomarańczowy pas z czymś podobnym do
kołczanu, bandaż na lewym łokciu i miał bliznę pod lewym okiem,
w dodatku wszystko było oblane świeżą krwią. Można było łatwo
zobaczyć, że Foxy i ja się bałyśmy, jego chyba nawet go trochę
to cieszyło. Po chwili zauważyłam, że trzyma on w ręce nóż z
jakimś wisiorkiem. Co nasze zdziwienie on tylko się na nas patrzył
swoimi świecącymi dużymi różowo czerwonymi oczami, ta to było
dziwne może nosił soczewki. Tak Leya myśl o tym czy nosi soczewki
kiedy przed tobą stoi morderca. Świetnie. Po około minucie
patrzenia się na nas uciekł, raczej nie można było to nazwać
ucieczką prędzej znikną w mroku. „Jezu, zasnęłam w środku
lasu, czy ja w ogóle czasem myślę?!” pomyślałam, po chwili
Foxy wzięła mnie za rękę i zaczęła biec w przeciwną stronę
niż pan podglądacz. Oczywiście dotrzymywałam jej kroku. Dość
szybko znalazłyśmy drogę co nie powiem było dziwnie. Szybko
udałyśmy się do naszych domów. Postanowiłyśmy że będziemy
pisać SMS-y żeby nie zasnąć. Przestałyśmy do siebie pisać o 6
rano ponieważ było dosyć jasno, więc postanowiłam się ubrać,
podeszłam do szafy a z niej wyciągnęłam moją białą bluzkę z
czarnymi piorunami, i długie, czarne spodnie. Poszłam do łazienki.
Po wykonaniu wszystkich czynności zeszłam na dół gdzie zrobiłam
sobie płatki. Postanowiłam usiąść na werandzie. Gdy wyszłam
zobaczyłam policję, która stała naprzeciwko domu Foxy. Pomyślałam
że może Thomas znowu zaatakował. Po chwili poczułam wibrację w
kieszeni, więc wyciągnęłam telefon, po czym wpisałam hasło i
odczytałam wiadomość „Cześć mam nadzieję że nikt cię nie
zabił ;) nie chciałabyś dzisiaj do mnie wpaść na noc? Czekam na
odpowiedź :^” Była to Foxy, uśmiechnęłam się pod nosem gdy
jakiś brunet przechodził koło mojego domu i mi pomachał,
oczywiście z grzeczności odmachałam po czym odpisałam Foxy „Ok
czemu nie I tak nie mam nic do roboty xD”. Po odpisaniu, podniosłam
głowę i prawie nie spadłam z krzesła, gdy zobaczyłam tego
bruneta.
-Cześć, Jake jestem.
-yy... Hej, a ja Leassi ale mów mi
Leya.
-Mam do ciebie pytanie.
-Pytaj.
-Nie boisz się że ten morderca, yyy
jak mu tam.
-Thomas.
-No dokładnie Thomas nie przyjdzie tu
i zabiję taką ślicznotkę.
-No coś ty nie ma czego to tylko jakiś
rąbnięty psychol który lubi zabijać.
-No eee... wiesz.
-A tak poza tym interesuje mnie jedna
rzecz.
-Jaka?
-No jakiej firmy jest ten jego nóż,
bo szczerzę sama mam ich kolekcję ale takiego nie mam.
-Wiesz może go spytaj czy się
wymieni.
-No wiesz to dobry pomysł. I tak
zleciało mi całe popołudnie na rozmawianiu z nim, w sumie jest
całkiem miły, lecz gdy uświadomiłam sobie która godzina
grzecznie go przeprosiłam i udałam się do domu Foxy. Ta oczywiście
chciała zacząć temat Tomka, tak od teraz go tak nazywam, ale ja
zaprzeczyłam. Pogadałyśmy jeszcze po czym o 24 położyłyśmy się
ja na materacu, a Foxy i jej kot Avi na jej łóżku. Po jakiś
dziesięciu minutach usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
-------------------------------
Jetem jej cieszycie się ??? tak wiem sory że nie było rozdziału wcześniej ale jak już pisałam, byłam nieobecna, ale już jestem i postaram się teraz dodawać regularnie ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz