Kiedy schodziłam na dół usłyszałam
dźwięki dochodzące z sypialni moich rodziców. Zajrzałam przez szklane drzwi i
zobaczyłam Jake’a buszującego w szafkach. Kiedy weszłam do pokoju to się
odwrócił trzymając stanik mojej mamy.
-Emmm- odparł- to twój?
-NIE! A poza tym, czy ty zawsze
grzebiesz w czyiś szafkach?
-yyyy… powinienem powiedzieć nie,
prawda?
Przybiłam sobie po tym FacePalma i
zapytałam się go czy zjadł swoje śniadanie. Na odpowiedź Jake spojrzał w stronę
łóżka, gdzie znajdował się talerz z kawałkami jajecznicy. Wtedy znowu przybiłam sobie FacePalma i
wzięłam bruneta za rękę równocześnie biorąc talerz. Wyprowadziłam go
do salonu i przez godzinę nie spuszczałam go z oka. Około godziny 12 wyszedł z
mojego domu twierdząc, że będzie szukał Tomcia…. Życzę powodzenia… Odetchnęłam z ulgą i poszłam wreszcie zjeść
śniadanie. Po posiłku poszłam do swojego pokoju ubrać się, zajrzałam do mojej
szafy i właśnie prawie nic tam nie było. „Kurde, przydałyby mi się jakieś
zakupy…” pomyślałam. Zajrzałam do swojego portfela i było tam około 500
złotych. Po tym udałam się do mojego ulubionego sklepu z ubraniami. Większość
moich zakupów to były tylko grube czarne bluzy, wychodząc ze sklepu potknęłam
się o własną stopę. Zamknęłam oczy żeby nie zobaczyć bliskiego spotkania
podłogi z moją twarzą. Po tym poczułam czyiś dotyk na moim brzuchu, szybko
otworzyłam i zobaczyłam, że wysoki blondyn z piercingiem na uszach nosie i pod
ustami trzymał mnie za brzuch.
-Nic ci się nie stało? – odparł po
chwili.
Stałam zarumieniona aż w końcu
uświadomiłam sobie, że ludzie się na mnie gapią.
-Emmm tak! Wszystko dobrze… chyba…
W końcu chłopak mnie puścił i
podniósł moją torbę i jedną z moich zakupionych wcześniej bluzę.
-Widzę, że słuchasz Metalu.-
Powiedział to patrząc, że jest to typowa bluza dla Metalowca
-Ta, a co?
-A nic, nic.
Wtedy od razu popatrzyłam na jego
ubranie był urany w czarną bluzkę bez rękawów z kołnierzem, szary podkoszulek z
długim rękawem tylko na prawej ręce, zielony neonowy krawat, ciemnoszare rurki,
glany, czarną czapkę i chyba najbardziej widoczne bandaże na obu rękach. Kiedy
odzyskałam moją bluzę poszłam w stronę wyjścia, aż… znowu się potknęłam „Brawo
ja!” pomyślałam. Blondyn złapał mnie ponownie tym razem za rękę.
-Heh, dzisiaj masz pecha. Chyba,
że masz tak zawsze?- Powiedział z lekkim sarkazmem.
-Ta – burknęłam- od zawsze byłam
pechowcem…
-Ha, może pomóc ci dojść do domu
bo jak widzę to po drodze jeszcze jakieś 10 razy się potkniesz.-Powiedział z
uśmiechem na ustach.
-Nie, nie trzeba. Może sobie
poradzę.
-Na pewno?
-Tak! – powiedziałam szybko i
wyszłam ze sklepu biegnąc. W domu byłam około godziny 20 ponieważ poszłam
jeszcze do restauracji coś zjeść. Zobaczyłam wtedy na telefon i zauważyłam
SMS’a od Ley o treści: „Hejka ^^ Słuchaj jadę z ‘kochaną’ ciocią w góry na 5 dni. Więc nie będziemy mieć dobrego kontaktu w tym czasie xd Papa”.
Uśmiechnęłam się i poszłam do pokoju przymierzyć moje nowe ubrania. Otworzyłam
drzwi a na moim łóżku siedział Thomas z chlebem w ustach.
-Emmm cześć! –Powiedział niewyraźnie
ponieważ miał COŚ w ustach.
-Jak przeglądałeś moje szafki to
cię zamorduję.
-Heh, no prędzej ja
ciebie.-Powiedział to jakby wyrażał swoją wyższość.
-…Ok nieważne, po pierwsze
dlaczego jesteś w moim domu?
-Ponieważ może nie mam gdzie spać?
-Aaa no tak, po drugie dlaczego
miałeś kawałek chleba w ustach?
-Ponieważ może byłem głodny?
-Po trzecie od kiedy tu jesteś.
-Emm… -zaczął liczyć coś na
palcach, aż doliczył do siedmiu. – Od godziny.
-…Dlaczego liczyłeś na palcach
jedną godzinę?
-Ponieważ zdążyłem przed moim przyjściem
zabić około siedmiu ludzi. A teraz zrób mi kanapkę z szynką.
-Co ja twoja służąca?!?
-A, nie?
-Ok, jak już prawie wszystkim w
tym mieście zrobiłam kanapkę to tobie już też zrobię.
-Jej. Odpowiedział z lekkim
uśmiechem na ustach. Zeszłam do kuchni a kozaczek poszedł za mną, poszłam w
stronę kuchni i chciałam zapalić światło aż pewien nóż wylądował milimetry od
pstryczka.
-Kuźwa, nie trafiłem. –Powiedział
dość spokojnym głosem.
-O MAŁY WŁOS NIE POCIĄŁEŚ MOJEGO
PALCA!!! –Krzyknęłam na niego
-No i? Opatrzy się i wszystko
będzie dobrze.
-Eh… nie ważne.
Po tym się uśmiechną i usiadł
kręcąc się na krześle, ani trochę nie zachowywał się na swój wiek bardziej
zachowywał się jak rozwydrzone dziecko. Zajęłam się robieniem dla niego
kanapek (Foxy kucharka hue hue).
Położyłam kanapkę przed Thomasem a on pochłoną ją w bardzo szybkim tępie.
-Emm mam pytanie….
-Jeśli ty też chcesz firmę mojego
noża to Benchmade.- Powiedział przy okazji gryząc posiłek.
-Nie o to chciałam się spytać… Chciałam
się zapytać dlaczego nas wczoraj nie zabiłeś? –Myślałam o tym cały dzień.
-A ja wiem? Tak po prostu.-
Wzruszył ramionami oblanymi już zeschłą krwią.
-Cudowna odpowiedź. A w ogóle ty
zmieniasz ubrania?
-Nie… a co? Śmierdzę?
-Nie, po prostu nie uważasz, że to
niehigieniczne?- powiedziałam lekko zatykając nos aby nie zauważył, że mi ten
zapach przeszkadza.
-Nie. – Powiedział z zupełną
powagą.
-Ech…
-Wzięłam jabłko i poszłam do salonu pooglądać telewizję. Thomas po swojej
kolacji poszedł położył się koło mnie i zasną. Dzięki teraz nie będę mogła
oglądać telewizji bo nasz kochany kozaczek zasnął. Umyłam naczynia i postanowiłam
się umyć. Poszłam do mojego pokoju i leżałam w łóżku z zamkniętymi oczami. W
środku nocy usłyszałam otwierane okno, pewnie nasz kozaczek postanowił znowu
kogoś zabić…Rano wstałam i ubrałam się w moje nowo zakupione ubrania, zjadłam
śniadanie, umyłam zęby i wyszłam w stronę szkoły. Przy okazji dostałam SMS’a od
mojej mamy, że wracają już dzisiaj „Mam nadzieję, że mój gość hotelowy nie
postanowi się zjawić…” pomyślałam i poszłam w stronę szkoły. Moją pierwszą
lekcją była nasza kochana fizyka z której najbardziej nie lubiłam nauczyciela.
Siadłam jak zawsze w przedostatniej ławce. W czasie najnudniejszej lekcji do
sali wszedł nasz wychowawca Pan Collins, oznajmił nas, że w naszej klasie
będzie dwóch nowych uczniów. Po wypowiedzi do klasy wszedł chłopak, po zobaczeniu
go aż mnie zamroziło.
Sweetie ^^ love :P kochana rozdziały wychodzą fi coraz lepiej ^^
OdpowiedzUsuń