Spojrzałam na Foxy, a ona na mnie, po
czym postanowiłyśmy zejść i sprawdzić kto przyszedł. Foxy szła
przodem, a ja tuż za nią. Starałam się nie wyrażać tych emocji
które mną targały. Gdy doszłyśmy do drzwi Foxy otworzyła je
powoli, wyjrzałam za nie, stała tam złotooka dziewczyna która
trzymała pudełko z pizzą. Przybiłam sobie Face Palma.
-Dobry wieczór. Panie zamawiały
pizze, tak? Należy się 24 zł.
Obie miałyśmy po tym zdaniu Poker
Face'a. Po chwili Foxy ogarnęła się, zapłaciła i wzięła
pudełko od dostawcy. Usłyszałam krzyk, nie zdążałam spojrzeć
za drzwi, gdyż miałam na rękach coś twardego. Spojrzałam w góre,
był to Jake.
-Ley...!Ley...!Ley!- nie mógł nic
wykrztusić- Ley! Mogę spać dzisiaj u ciebie.
-Ale to jest mój dom- Powiedziała
Foxy po jego wypowiedzi, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
-Aaa... to mogę spać z wami?
-Mam wolną sofę.
Chłopak po tych słowach rozgościł
się w salonie Fox, od razu znalazł duży koc w koty. Ułożył się
wygodnie na sofie i przykrył kocem. W tym czasie dostawczyni pizzy
pożegnała się i wyszła. Zaczęłyśmy jeść naszą kolację,
przy okazji podzieliliśmy się z Jakiem. Po pysznym posiłku, tak
uwielbiam pizze..., poszliśmy spać. Jake chrapał chrapał na cały
dom dlatego nie mogłam zasnąć. Postanowiłam pójść do toalety.
Gdy byłam w drodze usłyszałam szmery na strychu. Bez zamyślenia
udałam się tam. Weszłam powoli, bojąc się, i zastanawiając się
co tam zastanę. Po chwili usłyszałam jak ktoś się poruszył.
Stanęłam dębem. Po chwili ktoś przykładał mi nóż do gardła,
i zaczął je ciąć. Wiedziałam że krzycz nic tu nie da, więc
spojrzałam się w górę, był to Thomas.
-Mam pytanie. Powiedziałam bardzo
ciekawa odpowiedzi.
-Jakie. Odpowiedział.
-Jakiej firmy jest twój nóż. On w
odpowiedzi tylko zaczął się śmiać. Pisnęłam gdy z mojego
gardła zaczęła lecieć krew. Gdy myślałam że to już koniec,
usłyszałam kroki na schodach. Po chwili drzwi się otworzyły, i
stanęła w nic Foxy. Dziękowałam za to Bogu. Gdy Foxy przekroczyła
próg, Thomas gwałtownie się ode mnie odsunął, tym bardziej
dziękowałam Bogu, wykorzystując sytuację podbiegłam do Foxy, i
stanęłam obok niej.
-Kurde...haha- powiedział Thomas przez
swój śmiech- … niestety was nie zabije... szkoda... Obie miałyśmy
po jego wypowiedzi minę pt. „O co chodzi temu psycholowi?”.
-Aha jeśli chodzi o nóż to jest z
firmy Benchmade. Ucieszyłam się bardzo, ale nie znałam jeszcze tej
firmy.
-Tak więc... jeżeli już was nie
zabije to...- Nie dokończył ponieważ na strych wszedł Jake. Czemu
wszystkich ciągnie akurat w to miejsce.
-Hej, nie mogłem was znaleźć. W
ogóle gdzie tu jest toaleta? O! Widzę, że się spotkaliście! Więc
jak Ley? Z jakiej firmy jest ten nóż?
-Benchmade.- Odpowiedziałam mu dość
spokojna, ale gardło nie przestało mnie piec.
-Więc to po to była ci ta marka. No
właśnie a propo pytania które wrednie mi przerwał wasz koleżka,
nie mam gdzie spać mogę u was nocować? Tak tak wiem, spokojnie nie
zabije was... no chyba, że tego waszego kolegę- Spytał patrząc na
Fox z dziwnym uśmiechem.
-Jak chcesz mam jeszcze wolną szafę,
a co do ciebie Jake łazienka jest w korytarzu na prawo. Powiedziała
Foxy. Gadaliśmy z Thomasem jakieś pół nocy, w końcu zasnął
przy schodach a Jake spał przy nim. Kiedy chłopaki poszli spać,
razem z Foxy udałyśmy się do kuchni gdzie ona zaczęła robić
śniadanie, a ja zżerałam resztki pizzy.
-Skąd ty znasz Jake'a?- Spytała.
-No przyszedł do mnie jak siedziałam
na werandzie.
-Czyli jest takim niedoszłym
pedofilem?
-Nie... no coś ty takie pytania to do
niego.
-Kurde, fajny ten Thomas tylko...
dlaczego wtedy cię nie zabił lub mnie nie zaatakował?
-A bo ja wiem, pytasz się mnie tak
jakbym wiedziała!- Odpowiedziałam już lekko wkurzona.
Chwilę później do kuchni wszedł
zaspany Jake, zresztą dosyć słodki tak wyglądał.
-To Tomcio nie jest z wami? Wydawało
mi się, że zasypiałem przy nim...
-Bo tak było- wtrąciłam się.
-Yyyyy mówiąc prościej, chyba
uciekł.
-Ok, nieważne. Chcesz śniadanie.-
Zaproponowała Foxy, a Jake odpowiedział jej na pytanie kiwając
energicznie głową. Kiedy Fox nałożyła mu jajecznice poszła do
swojego pokoju, jako iż Jake jadł ją, nie było możliwości
prowadzenia rozmowy z nim, więc zaczęłam przeglądać szafki w
poszukiwaniu opatrunku. Nic nie mówiłam ale to piecze jak... Ech a
zresztą nie ważne. Jako iż nie znalazłam niczego... Co było
bardzo dziwne powiedziałam Jakeowi że idę do domu. On kiwnął
głową. Wyszłam w dość szybkim tępię. Zaś doszłam w jeszcze
szybszym. Od razu na wejściu ściągnęłam buty, po czym popędziłam
do kuchni, wyciągnęłam opatrunek, igłę i nić z górnej szafki.
Może nie będzie to przyjemne ale co najmniej nie trzeba będzie
płacić. Poszłam do łazienki gdzie zaczęłam przed lustrem
zszywać ranę, gdy skończyłam, opatrzyłam ją bandażem... Będę
wyglądać głupio, ale cóż. Po wykonaniu czynności udałam się
do siebie, gdzie położyłam się na łóżku, po chwili na nie
wskoczyła Nawara, i przytuliła się do mnie. Po chwili, nawet nie
pamiętam czy długiej, czy krótkiej odpłynełam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz