Obudziłam się, po czym spojrzałam
na zegarek na którym wybiła godzina szósta. Błyskawicznym krokiem podniosłam
się z łóżka, po czym miałam zamiar udać się do biurka i spakować książki na
dzisiaj, ale coś mi przeszkodziło. A mówiąc coś mam a myśli moją „kochaną”
ciotkę. Zapytałam jej bez owijania w bawełnę.
-Czego chcesz?
-Oj Leya, wiem że nasze stosunki
nie są najlepsze, ale chciałabym je naprawić.
-Ta... jasne ciekawe tylko jak?
-Załatwiłam ci już zwolnienie ze
szkoły, pojedziemy na pięciodniowe wakacje w góry.
-Ciebie chyba do reszty pograło!
-O nie kochana, pojedziemy w góry.
Powiedziała to, jakby z większością. Byłam na nią zła, ale cóż jeżeli coś chce
to ja niestety muszę to robić. I właśnie w takiej chwili zapragnęłam mieć obok
siebie Thomasa. Mógłby ją zabić i miałabym święty spokój. Już miałam zacząć się
pakować, ale uśmiechnięta ciotka podała mi torbę z jakimiś drogimi, markowymi
ciuchami. Odłożyłam ją na moje łóżko, po czym stwierdziłam.
-Ty mnie chcesz przekupić.
-Wcale nie! Skąd ci się wziął taki
pomysł, zadajesz głupie pytania!
-Oj ciociu... To nie było pytanie
tylko stwierdzenie.
-Ech... Leya, staram się tylko
zastąpić ci mamę, możesz to uszanować? Powiedziała to... jak mogła? Nie chodzi
o to że niby bardzo cierpię po jej stracie. Tu chodzi bardziej o to jak mnie
traktowała kiedy jeszcze żyła. Na tą myśl w oczach zebrały mi się łzy.
Odwróciłam głowę, żeby nie widziała jak płaczę. Wyciągnęłam z torby pierwsze
lepsze ciuchy, nawet nie spojrzałam co biorę, po czym poszłam do łazienki gdzie
wykonałam wszystkie poranne czynności. Gdy w końcu z niej wyszłam sięgnęłam po
telefon żeby napisać do Foxy, esa. Nie wiem jak zareagowała, bo w końcu mi nie
odpisała. Już miałam odstawić telefon, gdy ten zaczął dzwonić. Zaciekawiona
spojrzałam na wyświetlacz, numer nie znany, pełna jeszcze większej ciekawości
odebrałam.
-Halo?
-Leya! To ty?
-Tak jestem Leya... ale kto mówi?
-No coś ty nawet starej BFF nie
poznajesz?
-Shira?!?
-Nie wiesz co, ksiądz. Po tej
wypowiedzi obie się zaśmiałyśmy.
-No dobra mów po co dzwonisz.
-Czy ja muszę mieć powód żeby
dzwonić do naszej kochanej Ley?
-No w sumie to nie... ale zawsze
jakiś masz więc...
-Ech no sorry.... wybaczysz?
-Twoje grzechy zostały przebaczone.
-Jej, no to co ciekawego powiesz.
Jak tam się mieszka u ciotki?
-Chciałaś powiedzieć jak się
mieszka samej. Jej w ogóle w domu nie ma i teraz wymyśliła se jakiś wyjazd żeby
poprawić nasze relacje.
-Leya... żartujesz?
-Czy ja wyglądam jakbym żartowała?
-No wiesz... nie widzę cię więc
nie mogę ci udzielić odpowiedzi.
-Heh. Nie łap mnie za słowa.
-No dobra mam pytanie.
-Wal.
-Kiedy przyjedziesz nas odwiedzić?
-yy... a bo ja wiem, trzeba by
najpierw ciotkę przekonać. Powiedziałam ale coś a raczej ktoś przerwał
połączenie więc nie mogłam usłyszeć odpowiedzi. Spojrzałam na winowajce. Była
to oczywiście moja „Kochana” ciotka, która oznajmiła że za chwilę jedziemy. Wzięłam
torbę, mojego samsunga oraz koniecznie słuchawki, po czym omijając ciotkę poszłam
do auta. Usiadłam na tylnym siedzeniu, i zapięłam pasy. Po chwili do auta
weszła ciotka, zapytałam się jej oczywiście ile będziemy jechać. Odpowiedziała
że jakieś 10-12 godzin, po tej wypowiedzi przybiłam sobie Face Palma. Ja nie
wiem czy wytrzymam tyle z nią w jednym aucie. Cały czas słuchałam muzyki, i
nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudził mnie pisk opon, oraz krzyk. Szybko
otworzyłam oczy, po czym spojrzałam na jezdnię. Uff... to tylko wypadek.
Widziałam jak się oddalamy od miejsca wypadku, widziałam małą dziewczynkę
wołającą o pomoc, widziałam też obojętne twarze ludzi w autach. To był
najgorszy widok jaki kiedykolwiek widziałam. Więc nie zważając na to że znajduję
się w jadącym aucie, po prostu otworzyłam drzwi, i wybiegłam. Ludzie patrzyli
się na mnie jak na jakąś wariatkę, ale ja tylko chciałam pomóc tej dziewczynce.
Szybko dobiegłam do miejsca wypadku, ona nadal krzyczała, a ja zaczęłam ją
uspokajać i mówić że wszystko będzie dobrze. Spojrzałam w stronę auta,
zobaczyłam tam dużo krwi, podbiegłam do starszej kobiety, chyba jej matki i
sprawdziłam puls. Żyła, potem podeszłam do mężczyzny który najprawdopodobniej
był ojcem dziewczynki. On też żył. Wiedziałam że nie było zbyt dużo czasu, więc
zadzwoniłam po karetkę. Zdążyłam się rozłączyć i podbiegła do mnie ciotka, i
zaczęła coś krzyczeć i robić kazania, i oczywiście ciągnęła mnie do auta. Nie
słuchałam jej w ogóle, teraz interesowałam się tylko tą dziewczynką. Oglądała
się za mną ze łzami w oczach. Zdążyłam jeszcze tylko krzyknąć „Będzie dobrze”,
po czym ciotka wrzuciła mnie do auta, i nie nie w przenośni po prostu mną
rzuciła. Usiadłam wygodnie i spojrzałam na zegarek, na którym widniała godzina
19.13 za kilka minut powinniśmy dojechać. Uśmiechnęłam się na myśl że to tylko
pięć dni, i ciotka znowu se pojedzie. Tym razem nie zasnęłam. Gdy dojechaliśmy
do pięciogwiazdkowego hotelu. Wyciągnęłam swój bagaż. Oczywiście nie obyło się
bez kłótni kto ma te bagaże zanieść. No bez przesady chyba potrafię zanieść
swój bagaż. Podeszłyśmy obie do recepcji, gdy dostałam swój klucz nie czekając
na ciotkę, udałam się do windy. Weszłam do środa, stał w niej tylko chłopak, w
chyba moim wieku. Miał śliczne brązowe włosy, oraz kolorowe oczy. Oczywiście
nie tak bardzo kolorowe, tylko jedno miał żółte a drugie zielone. Po prostu
kolana miękną.
-Hej Jasper jestem. Przywitał się.
-Hej. Odpowiedziałam po czym
dodałam- Leassi, ale mów mi Ley.
On tylko uśmiechnął się na tą
odpowiedź, chwilę później winda zatrzymała się na moim piętrze. Pożegnałam się
z Jasem, i udałam się do odpowiedniego pokoju. Gdy weszłam oczywiście rzuciłam
się na łóżko, i nawet nie wiem kiedy, ale dość szybko Morfeusz porwał mnie w
swoje objęcia.
--------
Cześć, tutaj Dream... Shadow nie mogła dodać rozdziału bo internetu nie ma więc ja dodałam za nią (i tak ona napisała a mi wysłała .-. ) ^^ miłego dnia życzy Dream ^^
--------
Cześć, tutaj Dream... Shadow nie mogła dodać rozdziału bo internetu nie ma więc ja dodałam za nią (i tak ona napisała a mi wysłała .-. ) ^^ miłego dnia życzy Dream ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz