Obudziłam się z okropnym bólem
głowy, nie wiem jak ciotka ale ja się z łóżka nie ruszam.
Sprawdziłam komórkę, żadnych wiadomości... nikt mnie nie kocha.
Usłyszałam głośnie pukanie do drzwi, powiedziałam ciche proszę.
Po chwili do mojego pokoju wparowała ciotka.
-Słucham?
-Jak to słucham, Jak to słucham?
-Po pierwsze nie krzycz, a po drugie co jest?
-Jak to co, miziasz się z jakimś nieznajomym chłopakiem w windzie, to jest normalne?!?
-Ech... nic nie było tylko się przywitałam, ale nie przyszłabyś tylko na mnie nakrzyczeć...
-A no tak, poznałam kilka minut temu takiego fajnego faceta, jest bardzo dobry w łóżku i do tego zaprosił mnie do siebie na najbliższy miesiąc! Czy to nie cudownie!
-... Przed chwilą powiedziałaś że to ja się miziam z nieznajomym, Ech... A jak ma na imię?
-A bo ja wiem, najważniejsze że przystojny i nadziany. Uśmiechnęła się do mnie po czym dodała.
-Zostajesz tu sama do końca tygodnia, po czasie wrócisz do domu.
-Okey. Powiedziałam na co ona skinęła głową, i sobie poszła rzucając mi klucze od mojego pokoju. Po tej rozmowie głowa przestała mnie już boleć, co jak co ale ciotka umie mi pomóc... Wstałam podeszłam do szafy, wyjęłam z niej beżową bluzkę, oraz czarne krótkie spodenki. Po czym poszłam do łazienki gdzie wykonałam wszystkie poranne czynności oraz ubrałam się. Gdy wyszłam z niej spojrzałam na zegarek, który widniał na mojej prawej ręce, była godzina 7.34. Nie sądziłam że kiedyś kiedy będę miała wolne, tak szybko się wyszykuję. Usiadłam na łóżko i zastanawiałam się, co mogę dzisiaj robić. Stwierdziłam że najpierw pójdę na śniadanie, bo nie umiem myśleć z głodnym żołądkiem, ubrałam jeszcze tylko moje czarne conversy i wyszłam. Postanowiłam że pojadę windą, zresztą może znowu spotkam tego przystojnego bruneta. Miał takie śliczne oczy... aww... Ej Leya zapomnij o nim. Pomyślałam po czym przybiłam sobie FacePalma. Ja przecież nie mogłam się zakochać w facecie którego znam jeden dzień. Stop Leya ty go nawet nie znasz... Ale chciałabym poznać. Powiedziałam sobie to w myślach i uśmiechnęłam się. Po kilku minutach byłam już w restauracji hotelowej, zrobiłam sobie dwie kanapki, po czym usiadłam w miejscu najbardziej oddalonym od drzwi wejściowych i zaczęłam konsumować mój posiłek. W trakcie jedzenia ktoś mnie poczochrał po włosach. Spojrzałam na winowajcę. Był to Jasper, uśmiechnęłam się do niego po czym powiedziałam.
-Oberwie ci się. On na odpowiedź tylko podniósł obie ręce w geście obronnym.
-No to mam pytanie.
-Dawaj.
-Czy to miejsce jest wolne? Spytał a ja dopiero teraz zobaczyłam że w rękach ma talerz z jajecznicą.
-Jasne siadaj. Powiedziałam a on usiadł. Po kilku minutach skończyłam śniadanie i ukratkiem spojrzałam na Jasa, który również już skończył swój posiłek.
-Do kiedy zostajesz?
-Do piątku.
-A jeżeli można wiedzieć, gdzie mieszkasz?
-Emm... takie małe miasto na pewno nie będziesz znał.
-A może znam.
-Ech... Ruga. Powiedziałam i spojrzałam na niego.
-Co za przypadek, ja w piątek przeprowadzam się do Rugi. Powiedział po czym... cały dzień, tak powiecie że jestem wariatką, ale ja tak nie twierdzę... A więc na czym skończyłam a już wiem. Cały dzień przegadałam z Jasem, chodziliśmy po górach i takie tam. Jasper to całkiem fajny chłopak, trochę zamknięty w sobie ale to właśnie w chłopakach lubię, nie przechwala się czy coś i trudno z niego cokolwiek wyciągnąć. I do tego, to jego zabójcze spojrzenie w którym można się utopić... Ech... chyba się zakochałam, a może to tylko zauroczenie? Poczekamy zobaczymy. Gdy wróciłam do pokoju, oczywiście jako iż ktoś zepsuł windę musiałam wchodzić po schodach i jako iż jestem jaka jestem przewróciłam się, i byłam nieprzytomna przez jakieś dwie godziny. No i oczywiście nie obyło się bez szwów na głowie... Tia, no więc gdy wróciłam do pokoju chciałam zadzwonić do Foxy, powiedzieć jej o Jasperze, ale gdy wyciągnęłam komórkę ujrzałam na wyświetlaczu jej numer, heh wróżbita Maciej. Zaśmiałam się w duchu po czym odebrałam.
-Halo? – Powiedziałam po chwili-Ley?-Nie, kurde Pinokio.-Słuchaj mam problem.-Jaki znowu? Masz jedynkę z fizyki?-Nie, chodzi o to, że jakiś faciu mnie śledzi i przez niego wylądowałam u pielęgniarki i godzinę temu się z nim pobiłam. CO JA MAM ZROBIĆ?!-Emm... a przystojny może??-Trochę… raczej nie! To jakiś okolczykowany blondyn!-... powiedziałaś trochę, AAAA FOXY SIĘ ZAKOCHAŁA, FOXY SIĘ ZAKOCHAŁA!!!-ZAMKNIJ SIĘ! POWIEDZ MI TYLKO JAK MAM SIĘ OD NIEGO ODCZEPIĆ?! – Powiedziała, chybatroszeczkę zdenerwowana...-Ech... może się go spytaj po co to robi.-Powiedział, że to PRZYPADEK, że tak często się widujemy…- Ech...-Czyli?-No to może to tylko przypadek?-Ech…. Ty na psychologa się jednak nie nadajesz… Powiedziała po czym się rozłączyła, no świetnie ja tu chciałam człowiekowi powiedzieć że się chyba zakochałam a ta się rozłącza... świetnie nie ma to jak liczyć na przyjaciół. Miałam już odłożyć telefon gdy ten znowu zaczął dzwonić, spojrzałam na wyświetlacz; Shira, no ma wyczucie uśmiechnęłam się pod nosem i odebrałam.-Halo? Shira?-Nie, kurde Pinokio.-Ej!!-Co?-To mój tekst!!-Sorry. Powiedziała po czym obie się zaśmiałyśmy, gdy się ogarnęłyśmy dodała.-Co tam u ciebie, jakieś nowinki?-Można powiedzieć...-Czyli jednak? Mów!!-Ech... bo wiesz chyba się zakochałam...-W KIM!!!-A taki Jasper... Powiedziałam po czym ta zaczęła piszczeć... nie dało się tego wytrzymać więc się rozłączyłam i napisałam jej esa „Sorka, ale tak piszczałaś że nie dało się wytrzymać... Jak się ogarniesz to pogadamy” napisałam, nie musiałam długo czekać na odpowiedź „Ty kurduplu! Jeszcze się policzymy” Odpisała, a jako że byłam już śpiąca, poszłam do łazienki wykąpać się i przebrać w pidżamę, po czym położyłam się na łóżko, myśląc o Jasie, zasnęłam.
-Słucham?
-Jak to słucham, Jak to słucham?
-Po pierwsze nie krzycz, a po drugie co jest?
-Jak to co, miziasz się z jakimś nieznajomym chłopakiem w windzie, to jest normalne?!?
-Ech... nic nie było tylko się przywitałam, ale nie przyszłabyś tylko na mnie nakrzyczeć...
-A no tak, poznałam kilka minut temu takiego fajnego faceta, jest bardzo dobry w łóżku i do tego zaprosił mnie do siebie na najbliższy miesiąc! Czy to nie cudownie!
-... Przed chwilą powiedziałaś że to ja się miziam z nieznajomym, Ech... A jak ma na imię?
-A bo ja wiem, najważniejsze że przystojny i nadziany. Uśmiechnęła się do mnie po czym dodała.
-Zostajesz tu sama do końca tygodnia, po czasie wrócisz do domu.
-Okey. Powiedziałam na co ona skinęła głową, i sobie poszła rzucając mi klucze od mojego pokoju. Po tej rozmowie głowa przestała mnie już boleć, co jak co ale ciotka umie mi pomóc... Wstałam podeszłam do szafy, wyjęłam z niej beżową bluzkę, oraz czarne krótkie spodenki. Po czym poszłam do łazienki gdzie wykonałam wszystkie poranne czynności oraz ubrałam się. Gdy wyszłam z niej spojrzałam na zegarek, który widniał na mojej prawej ręce, była godzina 7.34. Nie sądziłam że kiedyś kiedy będę miała wolne, tak szybko się wyszykuję. Usiadłam na łóżko i zastanawiałam się, co mogę dzisiaj robić. Stwierdziłam że najpierw pójdę na śniadanie, bo nie umiem myśleć z głodnym żołądkiem, ubrałam jeszcze tylko moje czarne conversy i wyszłam. Postanowiłam że pojadę windą, zresztą może znowu spotkam tego przystojnego bruneta. Miał takie śliczne oczy... aww... Ej Leya zapomnij o nim. Pomyślałam po czym przybiłam sobie FacePalma. Ja przecież nie mogłam się zakochać w facecie którego znam jeden dzień. Stop Leya ty go nawet nie znasz... Ale chciałabym poznać. Powiedziałam sobie to w myślach i uśmiechnęłam się. Po kilku minutach byłam już w restauracji hotelowej, zrobiłam sobie dwie kanapki, po czym usiadłam w miejscu najbardziej oddalonym od drzwi wejściowych i zaczęłam konsumować mój posiłek. W trakcie jedzenia ktoś mnie poczochrał po włosach. Spojrzałam na winowajcę. Był to Jasper, uśmiechnęłam się do niego po czym powiedziałam.
-Oberwie ci się. On na odpowiedź tylko podniósł obie ręce w geście obronnym.
-No to mam pytanie.
-Dawaj.
-Czy to miejsce jest wolne? Spytał a ja dopiero teraz zobaczyłam że w rękach ma talerz z jajecznicą.
-Jasne siadaj. Powiedziałam a on usiadł. Po kilku minutach skończyłam śniadanie i ukratkiem spojrzałam na Jasa, który również już skończył swój posiłek.
-Do kiedy zostajesz?
-Do piątku.
-A jeżeli można wiedzieć, gdzie mieszkasz?
-Emm... takie małe miasto na pewno nie będziesz znał.
-A może znam.
-Ech... Ruga. Powiedziałam i spojrzałam na niego.
-Co za przypadek, ja w piątek przeprowadzam się do Rugi. Powiedział po czym... cały dzień, tak powiecie że jestem wariatką, ale ja tak nie twierdzę... A więc na czym skończyłam a już wiem. Cały dzień przegadałam z Jasem, chodziliśmy po górach i takie tam. Jasper to całkiem fajny chłopak, trochę zamknięty w sobie ale to właśnie w chłopakach lubię, nie przechwala się czy coś i trudno z niego cokolwiek wyciągnąć. I do tego, to jego zabójcze spojrzenie w którym można się utopić... Ech... chyba się zakochałam, a może to tylko zauroczenie? Poczekamy zobaczymy. Gdy wróciłam do pokoju, oczywiście jako iż ktoś zepsuł windę musiałam wchodzić po schodach i jako iż jestem jaka jestem przewróciłam się, i byłam nieprzytomna przez jakieś dwie godziny. No i oczywiście nie obyło się bez szwów na głowie... Tia, no więc gdy wróciłam do pokoju chciałam zadzwonić do Foxy, powiedzieć jej o Jasperze, ale gdy wyciągnęłam komórkę ujrzałam na wyświetlaczu jej numer, heh wróżbita Maciej. Zaśmiałam się w duchu po czym odebrałam.
-Halo? – Powiedziałam po chwili-Ley?-Nie, kurde Pinokio.-Słuchaj mam problem.-Jaki znowu? Masz jedynkę z fizyki?-Nie, chodzi o to, że jakiś faciu mnie śledzi i przez niego wylądowałam u pielęgniarki i godzinę temu się z nim pobiłam. CO JA MAM ZROBIĆ?!-Emm... a przystojny może??-Trochę… raczej nie! To jakiś okolczykowany blondyn!-... powiedziałaś trochę, AAAA FOXY SIĘ ZAKOCHAŁA, FOXY SIĘ ZAKOCHAŁA!!!-ZAMKNIJ SIĘ! POWIEDZ MI TYLKO JAK MAM SIĘ OD NIEGO ODCZEPIĆ?! – Powiedziała, chybatroszeczkę zdenerwowana...-Ech... może się go spytaj po co to robi.-Powiedział, że to PRZYPADEK, że tak często się widujemy…- Ech...-Czyli?-No to może to tylko przypadek?-Ech…. Ty na psychologa się jednak nie nadajesz… Powiedziała po czym się rozłączyła, no świetnie ja tu chciałam człowiekowi powiedzieć że się chyba zakochałam a ta się rozłącza... świetnie nie ma to jak liczyć na przyjaciół. Miałam już odłożyć telefon gdy ten znowu zaczął dzwonić, spojrzałam na wyświetlacz; Shira, no ma wyczucie uśmiechnęłam się pod nosem i odebrałam.-Halo? Shira?-Nie, kurde Pinokio.-Ej!!-Co?-To mój tekst!!-Sorry. Powiedziała po czym obie się zaśmiałyśmy, gdy się ogarnęłyśmy dodała.-Co tam u ciebie, jakieś nowinki?-Można powiedzieć...-Czyli jednak? Mów!!-Ech... bo wiesz chyba się zakochałam...-W KIM!!!-A taki Jasper... Powiedziałam po czym ta zaczęła piszczeć... nie dało się tego wytrzymać więc się rozłączyłam i napisałam jej esa „Sorka, ale tak piszczałaś że nie dało się wytrzymać... Jak się ogarniesz to pogadamy” napisałam, nie musiałam długo czekać na odpowiedź „Ty kurduplu! Jeszcze się policzymy” Odpisała, a jako że byłam już śpiąca, poszłam do łazienki wykąpać się i przebrać w pidżamę, po czym położyłam się na łóżko, myśląc o Jasie, zasnęłam.
Jak zawsze fajne;)
OdpowiedzUsuńDzięki ^^ :D
Usuń